MOVA M50 – bo sprzątanie ma zająć kilka chwil, a nie pół dnia
Nie będę udawać, że sprzątanie jest moim hobby. Jestem mamą i żoną, więc doskonale wiem, jak szybko świeżo posprzątana podłoga potrafi znowu pokryć się okruszkami, włosami czy śladami po butach. Właśnie dlatego od sprzętu sprzątającego oczekuję przede wszystkim jednego: ma mi pomagać, a nie dokładać kolejnych obowiązków.
Lubię mieć czysto, ale jeszcze bardziej lubię zrobić porządek sprawnie i wrócić do swoich zajęć. Bez wyciągania kilku urządzeń, bez biegania po domu z mopem i odkurzaczem, bez mozolnego czyszczenia sprzętu po każdym użyciu.
Dlatego MOVA M50 od początku zainteresowała mnie jako urządzenie, które łączy odkurzanie i mycie. Po bliższym poznaniu okazało się, że ma też kilka rozwiązań, które szczególnie dobrze wpisują się w mój sposób sprzątania.
Jedno urządzenie zamiast całego zestawu
Największą różnicę zauważam wtedy, kiedy na podłodze pojawia się kilka różnych rodzajów zabrudzeń.
Okruszki po śniadaniu, trochę rozsypanej kawy, rozlane mleko, czy piasek przyniesiony do domu z podwórka. To już klasyka. W takiej sytuacji nie mam ochoty najpierw odkurzać, później napełniać wiadra wodą, a następnie brać mopa. MOVA M50 pozwala mi podejść do problemu kompleksowo – urządzenie jest przeznaczone do sprzątania zarówno suchych, jak i mokrych zabrudzeń. I właśnie za tę uniwersalność najbardziej je polubiłam.
Moc, która robi wrażenie
MOVA M50 oferuje siłę ssania na poziomie 22 000 Pa. Podczas użytkowania sprawdzałam to między innymi z kawą mieloną, płatkami owsianymi, piaskiem, papierowymi skrawkami oraz włosami. Przy takich codziennych zabrudzeniach liczy się dla mnie przede wszystkim skuteczność za pierwszym przejazdem. Nie chcę jeździć dziesięć razy po tym samym miejscu. Muszę przyznać, że urządzenie mnie nie zawiodło. Sprawdziło się świetnie. Dużą ciekawostką jest również fakt, że moc ssania nie spada przy rozłożeniu urządzenia do pozycji całkowicie płaskiej. I właśnie ta możliwość okazała się znacznie bardziej praktyczna, niż początkowo zakładałam.
Wygodne sprzątanie pod stołem i kanapą
Przestrzeń pod łóżkiem czy niską komodą zwykle nie jest moim ulubionym miejscem do sprzątania. Trzeba się schylać, kombinować z kątem ustawienia odkurzacza, a czasami po prostu odpuszcza się dokładne dotarcie do najdalszych zakamarków. MOVA M50 można rozłożyć aż do 180°. Oznacza to, że urządzenie wjeżdża pod niskie meble znacznie głębiej i myje tam, gdzie normalnie musiałabym sięgać z dużym wysiłkiem. Dla mnie to jedna z fajniejszych cech całego urządzenia.
Kurz i brud przy listwach
Zawsze zwracam uwagę na to, co zostaje przy samej ścianie. Nie ma nic bardziej irytującego niż idealnie odkurzona podłoga i pasek zabrudzeń pozostawiony wzdłuż listwy. MOVA M50 wykorzystuje technologię Dual-Edge Cleaning, która została zaprojektowana właśnie z myślą o sprzątaniu przy krawędziach.
Dzięki temu mogę prowadzić urządzenie blisko listew i mebli, zamiast później poprawiać wszystko ręcznie. Niby detal, ale właśnie takie drobiazgi decydują o tym, czy podłoga jest naprawdę porządnie wyczyszczona.
Włosy? To nie problem
Każdy, kto ma długie włosy (jak ja) albo zwierzęta, zna ten problem. Wałek zwykle się owija włosami i na koniec sprzątania trzeba jeszcze zabrać się za jego ręczne czyszczenie. W MOVA M50 zastosowano High-Density Comb-Tooth Scraper – gęsty grzebień zgarniający, który pomaga usuwać włosy i sierść oraz ograniczać ich owijanie się wokół wałka. Dzięki temu nie trzeba nic czyścić samemu, a na wałku nie zalegają włosy.
Niska waga, która naprawdę ma znaczenie
Nie ukrywam, że do ciężkich urządzeń szybko tracę cierpliwość. Jeżeli mam sprzątać całe mieszkanie, przekładać odkurzacz między pomieszczeniami, to wolę, jak sprzęt waży mniej. MOVA M50 jest lekki w prowadzeniu (ok. 610 g). W połączeniu z głowicą, która pozwala na skręt do 90° pozwala na dużą swobodę ruchów. Nie trzeba się więc zbytnio wysilać przy porządkach.
A co z rozlanym napojem?
Przy suchym zabrudzeniu sprawa jest prosta. Ale gdy na podłogę wyleje się kawa, sok czy napój, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. MOVA M50 pozwala od razu zebrać takie zabrudzenie. Sprawdzałam również trudniejsze warianty, między innymi rozbite jajko. Efekt był super. Oczywiście stosuję środek zalecany do mycia podłóg marki Mova, co pomaga szczotce jeszcze lepiej radzić sobie z zabrudzeniami. Wlewam go tam gdzie wodę, około 10 ml na zbiornik.
Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że nie muszę zastanawiać się, czy najpierw użyć ręcznika papierowego, czy mopa. Biorę jedno urządzenie i działam.
Ciekawy pomysł ze zbiornikiem
Podczas użytkowania zwróciłam też uwagę na system separacji odpadów stałych i płynnych. Urządzenie rozdziela te frakcje, dzięki czemu późniejsze opróżnianie jest wygodniejsze i bardziej higieniczne. Przy sprzęcie, który zbiera zarówno kurz i piasek, jak i mokre zabrudzenia, takie rozwiązanie ma sporo sensu.
Gorąca woda i automatyczne czyszczenie
Po zakończeniu pracy MOVA M50 może przeprowadzić proces samooczyszczania szczotki przy użyciu gorącej wody. Dla mnie to prawdziwy luksus i wygoda, a szczotka jest zawsze czusciutka jak nowa😊
Czy bateria daje radę?
Producent deklaruje do 46 minut pracy na jednym ładowaniu. W przypadku mojego regularnego sprzątania jest to bardzo wygodny zapas. Nie należę do osób, które wykonują generalne porządki raz na tydzień. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi krótkie, regularne sprzątanie. Robię to codziennie. Poświęcam kilkadziesiąt minut rano i dom wygląda czysto i schludnie.
Podsumowanie
MOVA M50 to idealne rozwiązanie dla osób, które szukają jednego, wszechstronnego urządzenia do codziennego ogarniania twardych podłóg. Sama bardzo polubiłam go za to, że codzienne porządki stały się jeszcze łatwiejsze i szybsze. Taki sprzęt powinien mieć każdy rodzic lub opiekun psa/kota 😊 Jak tylko go wypróbujecie, napewno nie wrócicie już do zwykłego mopa.
Pozdrawiam.
(Współpraca reklamowa)
























































