Jesienny rytuał przyjemności – Pumpkin Spice, miękki koc i chwila tylko dla mnie

Jesienny rytuał przyjemności – Pumpkin Spice, miękki koc i chwila tylko dla mnie

 


Są takie momenty w roku, kiedy człowiek zupełnie naturalnie zaczyna zwalniać. Wieczorem wcześniej zapada zmrok, poranki robią się rześkie, a zamiast kolejnej herbaty wypitej w biegu mam ochotę zaszyć się pod kocem i delektować się każdą chwilą. I chyba właśnie za te małe przyjemności lubię jesień najbardziej. 

Choć kalendarz jeszcze nie pokazuje września, jesienny klimat powoli zagląda już do naszych domów. Wraz z nim pojawia się ochota na cieplejsze ubrania, aromatyczne napoje, długie wieczory i… pielęgnację, która ma w sobie coś więcej niż tylko codzienną rutynę.

Właśnie dlatego zestaw Pure Beauty, Pumpkin Spice stworzony przy współpracy z Lirene & Pepco od razu skojarzył mi się z moim idealnym sposobem na jesienny relaks. Znalazłam w nim produkty, które świetnie wpisują się w moje małe rytuały na chłodniejsze dni.




Jesień zaczynam od chwili dla siebie...


Jesienne wieczory mają dla mnie zupełnie inny rytm. Po całym dniu obowiązków przychodzi moment, kiedy można wreszcie powiedzieć: teraz czas dla mnie. Pierwszym krokiem jest zazwyczaj długi, ciepły prysznic. I tutaj do mojego jesiennego rytuału dołącza kremowy żel pod prysznic Lirene Pumpkin Spice.



Już sam zapach potrafi wprowadzić odpowiedni nastrój. Korzenno-waniliowa kompozycja przywodzi na myśl jesienne przyprawy, cynamon i wszystkie te aromaty, które kojarzą się z ciepłem domowego wnętrza. Żel delikatnie oczyszcza skórę, pozostawiając ją przyjemnie miękką.




Po ciepłym prysznicu nie wyobrażam sobie jesiennego wieczoru bez balsamu. Odżywczy balsam do ciała Lirene Pumpkin Spice to kolejny element mojego domowego SPA. Jego bogata formuła pozostawia skórę miękką, gładką i przyjemną w dotyku.


Herbata z cynamonem na rozgrzanie...


Mój jesienny rytuał nie kończy się oczywiście na łazience. Jest jeszcze coś, bez czego trudno wyobrazić sobie chłodniejszy wieczór – gorąca herbata.. najlepiej z odrobiną cynamonu. Do tego idealnie sprawdza się szklanka termiczna z Pepco. Lubię takie rozwiązania, które są jednocześnie praktyczne i po prostu ładne. 




Miękki koc - oficjalny znak, że czas odpocząć


I wreszcie mój absolutny jesienny must have – miękki koc. 

Koc z zestawu Lirene & Pepco od razu znalazł swoje miejsce w moim jesiennym scenariuszu. Ulubiona muzyka, kubek gorącej herbaty, przygaszone światło… i nagle okazuje się, że do szczęścia naprawdę nie potrzeba wiele...

Brzmi to może banalnie, ale właśnie w takich banalnych chwilach często znajdujemy najwięcej przyjemności.


PS: A Wy jaki macie sposób na relaks jesienią?


(Paczka PR, współpraca)

Wakacyjny glow bez wysiłku. 6 kosmetyków Garnier i Mixa, które warto mieć latem | Travel Guide Set

Wakacyjny glow bez wysiłku. 6 kosmetyków Garnier i Mixa, które warto mieć latem | Travel Guide Set

 



Lato ma swój własny rytm – więcej czasu spędzamy na świeżym powietrzu, częściej wyjeżdżamy, a ciężkie kosmetyczne rytuały zwykle zamieniamy na kilka sprawdzonych produktów. Jednocześnie słońce, wysokie temperatury, klimatyzacja czy słona morska woda potrafią szybko dać skórze i włosom w kość. Dlatego taka wakacyjna pielęgnacja powinna być przede wszystkim lekka, wygodna i dopasowana do naszych letnich potrzeb.

Właśnie taki zestaw trafił ostatnio w moje ręce. Travel Guide Set od Pure Beauty łączy w sobie kosmetyki marek Garnier i Mixa, które można wykorzystać zarówno podczas urlopu, jak i w codziennej pielęgnacji w upalne dni. 


Co warto schować do wakacyjnej kosmetyczki?


Latem zdecydowanie bardziej przekonują mnie kosmetyki wielozadaniowe i takie, po które mogę sięgnąć bez zastanawiania. W Travel Guide Set znalazło się sześć produktów, które całkiem dobrze wpisują się w ten sposób myślenia:


1. Mixa Hyalurogel – Serum nawilżające z kwasem hialuronowym




Serum to jeden z tych kosmetyków, które szczególnie doceniam wtedy, gdy skóra zaczyna wołać o dodatkową porcję nawilżenia. Mixa Hyalurogel ma lekką formułę i dobrze uzupełnia codzienną pielęgnację. Po jego zastosowaniu skóra jest przyjemnie miękka i bardziej komfortowa. To produkt, który może sprawdzić się szczególnie wtedy, gdy cera jest odwodniona, przesuszona lub potrzebuje chwili ukojenia po intensywnym dniu.


2. Garnier Fructis – Diamond Sleek Spray




Włosy również potrzebują latem trochę więcej uwagi, zwłaszcza gdy mają kontakt ze słońcem, wiatrem, wilgocią czy wodą. Diamond Sleek Spray pomaga wygładzić włosy, ułatwia ich rozczesywanie i ogranicza efekt puszenia. Włosy stają się przyjemniejsze w dotyku i wyglądają na bardziej zadbane.


3. Garnier Vitamin C Fresh & Bright – Nawilżający krem sorbet 4% Niacynamid + Witamina C




Latem szczególnie lubię lekkie kremy, dlatego sorbetowa konsystencja tego produktu od razu zwróciła moją uwagę. Krem szybko się wchłania i nie daje ciężkiego, tłustego wykończenia.

Formuła z witaminą C i niacynamidem została pomyślana z myślą o nawilżeniu, rozświetleniu oraz poprawie wyglądu kolorytu skóry. To propozycja dla cery, która wygląda na zmęczoną, pozbawioną świeżości lub potrzebuje dodatkowej dawki pielęgnacyjnego blasku. 


4. Garnier Vitamin C – Wonder Tint




Jest to produkt, który łączy delikatny efekt upiększający z pielęgnacyjnym charakterem. Lekko wyrównuje koloryt skóry i nadaje jej świeższy, bardziej promienny efekt, dzięki czemu można zrezygnować z cięższych produktów makijażowych. Kiedy temperatura rośnie, zdecydowanie bardziej odpowiada mi lekka warstwa produktu niż pełny makijaż.


5. Garnier Hyaluron Glass Skin – Żelowa maska na tkaninie




Po całym dniu spędzonym na słońcu skóra czasami potrzebuje małego SOS. Wtedy świetnie sprawdzają się maski. W przypadku maski Garnier, żelowa formuła zapewnia skórze intensywne nawilżenie i daje przyjemne uczucie odświeżenia. Cera po zastosowaniu wygląda na bardziej wypoczętą, gładką i pełną blasku.


Największą zaletą Travel Guide Set jest dla mnie różnorodność. Znalazły się tutaj kosmetyki do pielęgnacji twarzy, produkt do włosów oraz coś, co pozwala szybko poprawić wygląd cery. Co więcej, większość tych produktów z powodzeniem można włączyć do codziennej rutyny.


Travel Guide Set – wakacyjny niezbędnik?




Patrząc na zawartość zestawu, mogę powiedzieć, że Travel Guide Set został fajnie skomponowany z myślą o lecie. Osobiście dodała bym tutaj jeszcze SPF do pielęgnacji skóry całego ciała. Dodam, że najbardziej z całej piątki polubiłam sorbet Garnier. Używam go niemal codziennie 😊

A Wy co najchętniej zabieracie ze sobą w podróż – lekkie kosmetyki do pielęgnacji, produkty do włosów czy może coś, co pozwala szybko zrobić letni makijaż? 

Dajcie znać w komentarzach. 

Pozdrawiam 😊 


(Współpraca reklamowa)

Smoothie Time – co znalazłam w najnowszym pudełku Pure Beauty?

Smoothie Time – co znalazłam w najnowszym pudełku Pure Beauty?

 


Lato to pora roku, która zdecydowanie sprzyja soczystym kolorom, owocowym aromatom i kosmetycznym przyjemnościom. Nic więc dziwnego, że kiedy zobaczyłam najnowszą edycję pudełka Pure Beauty Smoothie Time, od razu zrobiło mi się bardziej wakacyjnie. 

Jako osoba, która bardzo lubi owocowe kosmetyki, byłam szczególnie ciekawa, czym tym razem Pure Beauty postanowiło mnie zaskoczyć. W środku znalazłam zarówno pielęgnację twarzy i ciała, coś do makijażu, kosmetyki do włosów, produkt higieniczny, a nawet coś do picia.


Pure Beauty Smoothie Time – zawartość pudełka


1. Jacques Battini – mgiełka do ciała




Jacques Battini Body Mist jest dla mnie nowością. Nigdy wcześniej nie używałam tych mgiełek. W tej edycji można było trafić na jedną z czterech wersji zapachowych: Summer Breeze, Water Flowers, Fresh Melon lub White Musk. Na trafiłam na zapach, który nie do końca mi pasuje. Ale jest bardzo świeży i na pewno wielu osobom się spodoba.


2. Biotaniqe – kolagenowa maska do twarzy Peony



W ostatnich miesiącach bardzo polubiłam maski do twarzy, dlatego pojawienie się jednej z nich w pudełku Pure Beauty było dla mnie miłą niespodzianką. Tym bardziej że kosmetyki Biotaniqe regularnie pojawiają się w boxach i do tej pory miałam z nimi całkiem dobre doświadczenia.


3. Veoli Botanica – Let's Glow krem BB

 

Lekki krem BB, który daje efekt gładkiej, świeżej i lekko rozświetlonej skóry. Wyrównuje kolor, maskuje drobne niedoskonałości i zapewnia gładkie wykończenie bez efektu maski. 

Nie ukrywam, że bardzo mnie ciekawi jak się u mnie sprawdzi. Kolor wydaje się być nieco za jasny, ale zobaczymy ☺️


4. Revers Cosmetics – kojąco-nawilżający żel do twarzy i ciała



Jest to kosmetyk wielofunkcyjny, który można stosować zarówno na twarz, jak i ciało. Producent obiecuje działanie nawilżające, kojące, wygładzające, odświeżające i regenerujące. Pięknie pachnie i dobrze się pieni. Myślę, że się polubimy na dłużej...


5. Ziaja Med – kuracja peptydowa serum regenerujące do twarzy




Jest to skoncentrowana pielęgnacja dla skóry wymagającej odnowy i wzmocnienia. Peptydowa formuła wspiera procesy regeneracyjne, poprawia wygląd skóry i pomaga przywrócić jej gładkość oraz komfort. Idealne jako element codziennej pielęgnacji, gdy cera potrzebuje dodatkowej dawki troski i odżywienia. Czy sprawdzi się u mnie? Zobaczymy! ☺️


6. Himalaya – pasta do zębów Gum Expert Sparkly White



Pasty Himalaya należą do tych produktów tej marki, które szczególnie dobrze wspominam. Zawsze chętnie po nie sięgam. Wersja mini przyda się na weekendowe wypady z rodziną.


7. Bioliq – intensywne serum pod oczy



Pielęgnacja okolic oczu zawsze jest u mnie mile widziana. Chociaż wciąż zbyt rzadko o niej pamiętam. Bioliq Intensywne Serum pod Oczy zainteresowało mnie przede wszystkim aplikatorem – przyznam, że wcześniej nie miałam do czynienia z takim rozwiązaniem.

W składzie znajdziemy między innymi kwas hialuronowy, ekstrakt z kiełków pszenicy oraz kofeinę. Serum ma intensywnie nawilżać, poprawiać elastyczność skóry, wygładzać drobne zmarszczki i pomagać zmniejszyć oznaki zmęczenia. Brzmi kusząco, prawda?


8. Blistex Ultra Balm Lip SPF 50




Nie wyobrażam sobie letniej kosmetyczki bez dobrego produktu do ust. Tym bardziej jeśli oprócz pielęgnacji oferuje również ochronę przeciwsłoneczną. Blistex Ultra Balm Lip SPF 50 ma nawilżać usta i jednocześnie chronić je przed promieniowaniem UV. Dla mnie to bardzo praktyczne połączenie, szczególnie podczas wakacyjnych wyjazdów, spacerów czy dni spędzanych na świeżym powietrzu.


9. Dermedic – krem dogłębnie nawilżający



W poprzedniej edycji Pure Beauty otrzymałam żel-krem marki Dermedic, a tym razem trafił do mnie krem dogłębnie nawilżający. Posiada on bardziej tradycyjną, kremową formułę. Produkt ma odżywiać, regenerować oraz wzmacniać barierę ochronną naskórka, pozostawiając skórę gładką i miękką. W pudełku znalazło się opakowanie 15 ml. Jestem ciekawa, jak moja skóra polubi się z tym kremem.


10. Apis Natural Cosmetics – My Pure Skin krem punktowy przeciw niedoskonałościom




Kolejny ciekawy produkt marki Apis, który trafia w moje ręce. Jest to krem punktowy przeznaczony do pielęgnacji skóry z niedoskonałościami. Wprawdzie nie korzystam z takich produktów zbyt często, ale na pewno od czasu do czasu mi się przyda. 


11. Medisept – spray do dezynfekcji rąk



Produkt, który może nie jest najbardziej efektowny, ale zdecydowanie należy do tych przydatnych. Medisept Spray do Dezynfekcji Rąk. Posiada małe, poręczne opakowanie, więc można go zawsze wrzucić do torebki, plecaka czy kosmetyczki podróżnej. Podczas wyjazdów takie produkty potrafią naprawdę się przydać.


12. Rimmel Oh My Gloss! Slip Stick




Na koniec zostawiłam sobie odrobinę makijażowej przyjemności. 

Rimmel Oh My Gloss! Slip Stick to kosmetyk o formule 3 w 1, która łączy właściwości szminki, olejku i błyszczyka. Ma zapewniać nawilżenie, intensywny kolor oraz połysk, ale bez uczucia lepkości. Jego kolor pasuje mi pod każdym względem. Będę po niego chętnie sięgać.


13. Novex – termoochronny krem do pielęgnacji włosów




Novex Termoochronny Krem do Pielęgnacji Włosów pojawił się w formie próbki.

Nie jestem osobą, która codziennie sięga po suszarkę, prostownicę czy lokówkę – robię to naprawdę sporadycznie. Myślę jednak, że taka mała porcja bez problemu znajdzie u mnie zastosowanie.


14. Teekanne Cold Brew




I na koniec coś, czego w kosmetycznym pudełku zupełnie się nie spodziewałam – Teekanne Cold Brew. Markę Teekanne znam i lubię, ale wersji herbat przygotowywanych na zimno wcześniej nie miałam okazji próbować. Tym bardziej ucieszyła mnie możliwość sprawdzenia czegoś nowego. Trafiłam na super smak, nawet synek chętnie ją pije. Fajna odmiana od gorących napojów.


Pure Beauty Smoothie Time – podsumowanie


Muszę przyznać, że edycja Pure Beauty Smoothie Time wypadła naprawdę dobrze. Znalazłam w niej sporo praktycznych kosmetyków. Szczególnie cieszy mnie spora reprezentacja pielęgnacji twarzy, bo właśnie po takie kosmetyki sięgam najczęściej.

A Wy co sądzicie o zawartości tej edycji Pure Beauty? Który kosmetyk najbardziej zwrócił Waszą uwagę? Dajcie znać w komentarzach.

Pozdrawiam.


(Współpraca, paczka PR)

Rękawiczki z ogrzewaniem na zimę Bertschat– dla kogo to dobry wybór?

Rękawiczki z ogrzewaniem na zimę Bertschat– dla kogo to dobry wybór?



Mam taki mały zimowy problem. Zimą zawsze bardzo szybko moje dłonie zaczynają marznąć. Po kilkudziesięciu minutach na mrozie przestaję czuć palce i wtedy zaczynam się zastanawiać, jakie kupić rękawiczki, by tak się nie działo.

Jeśli znacie ten scenariusz z własnego doświadczenia, rękawiczki z ogrzewaniem mogą być ciekawym rozwiązaniem naszego wspólnego problemu. Bo są osoby, którym zwykłe rękawiczki po prostu nie wystarczają. I wcale nie chodzi o to, że wybierają złą grubość czy materiał. Niektóre dłonie po prostu wyjątkowo nie lubią zimna.


Rękawiczki z ogrzewaniem Bertschat – dla kogo?


Najprostsza odpowiedź brzmi: dla każdego, kto zimą regularnie czuje się zmarznięty. Bo to rozwiązanie idealne dla typowych zmarzluchów. Jeśli już przy temperaturze kilku stopni powyżej zera wyciągacie z szafy gruby sweter, a rękawiczki nosicie od listopada do marca – prawdopodobnie wiecie, o czym mówię...

Klasyczne rękawiczki zatrzymują ciepło, które wytwarza nasze ciało. Rękawiczki ogrzewane działają trochę inaczej – mają wbudowane elementy grzewcze, które aktywnie dostarczają ciepło. W przypadku damskich skórzanych rękawiczek BERTSCHAT® zastosowano technologię Dual Heating. Oznacza to, że ogrzewana jest zarówno zewnętrzna część dłoni, jak i jej wewnętrzna strona. Ciepło rozchodzi się więc bardziej równomiernie, od nadgarstka w kierunku palców. I właśnie ta różnica może być bardzo przyjemna, kiedy zwykłe rękawiczki nie wystarczają.


Dla osób, które nie chcą wyglądać jak Eskimos 


To chyba jedna z rzeczy, które podobają mi się najbardziej. Bo umówmy się – kiedy myślę o rękawiczkach z ogrzewaniem, pierwsze skojarzenie nie brzmi „elegancki dodatek do płaszcza”. Bardziej: sport, śnieg, narty.

Tymczasem damskie skórzane rękawiczki BERTSCHAT® mają klasyczny, kobiecy fason i zostały wykonane z miękkiej skóry owczej. Technologia grzewcza została więc połączona z wyglądem bardziej przypominającym eleganckie zimowe rękawiczki niż techniczny sprzęt outdoorowy. Można je więc bez obaw założyć do wełnianego płaszcza, kurtki czy miejskiego outfitu.




Dla osób, które długo przebywają na dworze


Spacery z psem, długa droga do pracy, czy nawet zwykłe stanie na przystanku, kiedy autobus oczywiście postanowił przyjechać dokładnie wtedy, kiedy zaczynamy czuć palce. Jeżeli zimą spędzacie dużo czasu na zewnątrz, dodatkowe źródło ciepła może po prostu w znacznym stopniu poprawić komfort.

W zależności od wybranego akumulatora rękawiczki BERTSCHAT® mogą zapewniać od kilku do nawet 11 godzin ogrzewania. Czas ich działania zależy m.in. od ustawionej temperatury i warunków.


Jazda zimą na motorze


Tu temat robi się jeszcze ciekawszy. Bo jeśli zwykłe marznięcie dłoni podczas spaceru potrafi być irytujące, to wystarczy wyobrazić sobie tę samą sytuację jadąc na motocyklu. Temperatura, wiatr i prędkość robią swoje – dłonie są nieustannie wystawione na działanie ziemnego powietrza, a zmarznięte palce to niebezpieczna sytuacja. Podczas jazdy sprawne czucie dłoni i pewny chwyt kierownicy są bardzo ważne. Dlatego też powstały rękawice grzewcze motocyklowe. I tutaj nie chodzi już tylko o to, żeby było miło i ciepło. Dobrze dobrane rękawice grzewcze pomagają ograniczyć problem sztywnych, zmarzniętych palców podczas jazdy, szczególnie w chłodniejszych miesiącach, podczas dojazdów do pracy czy dłuższych tras. BERTSCHAT® ma w swojej ofercie osobną linię Heated Motorcycle Gloves – Dual Heating, stworzoną właśnie z myślą o motocyklistach.




Rękawice grzewcze czy podgrzewane manetki?


Podgrzewane manetki ogrzewają przede wszystkim wewnętrzną stronę dłoni. Rękawice grzewcze mogą natomiast dostarczać ciepło również od góry i w okolice palców, czyli tam, gdzie podczas jazdy mocno odczuwamy działanie zimnego powietrza. Właśnie dlatego oba rozwiązania mogą się dobrze uzupełniać podczas naprawdę chłodnych przejażdżek. 


Co daje technologia Dual Heating?


W zwykłych rękawiczkach chodzi głównie o to, żeby nie wypuszczały ciepła. W rękawiczkach z ogrzewaniem jest dodatkowo źródło ciepła. A w modelu BERTSCHAT® Dual Heating elementy grzewcze znajdują się po obu stronach dłoni.


Czy rękawiczki z ogrzewaniem są wygodne na co dzień?


Jeżeli rękawiczki są ciężkie, sztywne i wyglądają jak sprzęt narciarski, raczej nie będziemy chcieli nosić ich codziennie. Niektóre modele jednak wykonano z miękkiej skóry owczej w modnym kroju. Są one też wyposażone w funkcję obsługi ekranów dotykowych, więc nie trzeba za każdym razem ich zdejmować, żeby odebrać telefon. I to jest naprawdę praktyczne rozwiązanie.




A co z ładowaniem?


Akumulatory są ładowane przez USB-C, a producent oferuje kilka wariantów baterii.




Podsumowanie 


Gdybym miała podsumować, komu szczególnie przypadną do gustu rękawiczki z ogrzewaniem, powiedziałabym: osobom, które lubią zimę, ale niekoniecznie ujemne temperatury. Doceni je każdy, kto lubi mieć komfort podczas dłuższych spacerów, czy jazdy na motorze lub nartach. Jest to większy wydatek (porównując ze zwykłymi rękawicami), ale myślę, że dla niektórych może się okazać niezbędny. 

Rękawiczki z ogrzewaniem nie sprawią, że zima nagle stanie się cieplejsza, ale mogą sprawić, że będzie po prostu przyjemniejsza i łatwiejsza do przetrwania. A dla typowego zmarzlucha to już całkiem sporo.

Pozdrawiam 😊 


(Współpraca reklamowa)


MOVA M50 – bo sprzątanie ma zająć kilka chwil, a nie pół dnia

MOVA M50 – bo sprzątanie ma zająć kilka chwil, a nie pół dnia

 


Nie będę udawać, że sprzątanie jest moim hobby. Jestem mamą i żoną, więc doskonale wiem, jak szybko świeżo posprzątana podłoga potrafi znowu pokryć się okruszkami, włosami czy śladami po butach. Właśnie dlatego od sprzętu sprzątającego oczekuję przede wszystkim jednego: ma mi pomagać, a nie dokładać kolejnych obowiązków.

Lubię mieć czysto, ale jeszcze bardziej lubię zrobić porządek sprawnie i wrócić do swoich zajęć. Bez wyciągania kilku urządzeń, bez biegania po domu z mopem i odkurzaczem, bez mozolnego czyszczenia sprzętu po każdym użyciu.

Dlatego MOVA M50 od początku zainteresowała mnie jako urządzenie, które łączy odkurzanie i mycie. Po bliższym poznaniu okazało się, że ma też kilka rozwiązań, które szczególnie dobrze wpisują się w mój sposób sprzątania.


Jedno urządzenie zamiast całego zestawu


Największą różnicę zauważam wtedy, kiedy na podłodze pojawia się kilka różnych rodzajów zabrudzeń.

Okruszki po śniadaniu, trochę rozsypanej kawy, rozlane mleko, czy piasek przyniesiony do domu z podwórka. To już klasyka. W takiej sytuacji nie mam ochoty najpierw odkurzać, później napełniać wiadra wodą, a następnie brać mopa. MOVA M50 pozwala mi podejść do problemu kompleksowo – urządzenie jest przeznaczone do sprzątania zarówno suchych, jak i mokrych zabrudzeń. I właśnie za tę uniwersalność najbardziej je polubiłam.



Moc, która robi wrażenie 


MOVA M50 oferuje siłę ssania na poziomie 22 000 Pa. Podczas użytkowania sprawdzałam to między innymi z kawą mieloną, płatkami owsianymi, piaskiem, papierowymi skrawkami oraz włosami. Przy takich codziennych zabrudzeniach liczy się dla mnie przede wszystkim skuteczność za pierwszym przejazdem. Nie chcę jeździć dziesięć razy po tym samym miejscu. Muszę przyznać, że urządzenie mnie nie zawiodło. Sprawdziło się świetnie. Dużą ciekawostką jest również fakt, że moc ssania nie spada przy rozłożeniu urządzenia do pozycji całkowicie płaskiej. I właśnie ta możliwość okazała się znacznie bardziej praktyczna, niż początkowo zakładałam.


Wygodne sprzątanie pod stołem i kanapą 



Przestrzeń pod łóżkiem czy niską komodą zwykle nie jest moim ulubionym miejscem do sprzątania. Trzeba się schylać, kombinować z kątem ustawienia odkurzacza, a czasami po prostu odpuszcza się dokładne dotarcie do najdalszych zakamarków. MOVA M50 można rozłożyć aż do 180°. Oznacza to, że urządzenie wjeżdża pod niskie meble znacznie głębiej i myje tam, gdzie normalnie musiałabym sięgać z dużym wysiłkiem. Dla mnie to jedna z fajniejszych cech całego urządzenia.


Kurz i brud przy listwach


Zawsze zwracam uwagę na to, co zostaje przy samej ścianie. Nie ma nic bardziej irytującego niż idealnie odkurzona podłoga i pasek zabrudzeń pozostawiony wzdłuż listwy. MOVA M50 wykorzystuje technologię Dual-Edge Cleaning, która została zaprojektowana właśnie z myślą o sprzątaniu przy krawędziach.

Dzięki temu mogę prowadzić urządzenie blisko listew i mebli, zamiast później poprawiać wszystko ręcznie. Niby detal, ale właśnie takie drobiazgi decydują o tym, czy podłoga jest naprawdę porządnie wyczyszczona.




Włosy? To nie problem 


Każdy, kto ma długie włosy (jak ja) albo zwierzęta, zna ten problem. Wałek zwykle się owija włosami i na koniec sprzątania trzeba jeszcze zabrać się za jego ręczne czyszczenie. W MOVA M50 zastosowano High-Density Comb-Tooth Scraper – gęsty grzebień zgarniający, który pomaga usuwać włosy i sierść oraz ograniczać ich owijanie się wokół wałka. Dzięki temu nie trzeba nic czyścić samemu, a na wałku nie zalegają włosy.




Niska waga, która naprawdę ma znaczenie


Nie ukrywam, że do ciężkich urządzeń szybko tracę cierpliwość. Jeżeli mam sprzątać całe mieszkanie, przekładać odkurzacz między pomieszczeniami, to wolę, jak sprzęt waży mniej. MOVA M50 jest lekki w prowadzeniu (ok. 610 g). W połączeniu z głowicą, która pozwala na skręt do 90° pozwala na dużą swobodę ruchów. Nie trzeba się więc zbytnio wysilać przy porządkach.


A co z rozlanym napojem?



Przy suchym zabrudzeniu sprawa jest prosta. Ale gdy na podłogę wyleje się kawa, sok czy napój, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. MOVA M50 pozwala od razu zebrać takie zabrudzenie. Sprawdzałam również trudniejsze warianty, między innymi rozbite jajko. Efekt był super. Oczywiście stosuję środek zalecany do mycia podłóg marki Mova, co pomaga szczotce jeszcze lepiej radzić sobie z zabrudzeniami. Wlewam go tam gdzie wodę, około 10 ml na zbiornik.



Najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że nie muszę zastanawiać się, czy najpierw użyć ręcznika papierowego, czy mopa. Biorę jedno urządzenie i działam.


Ciekawy pomysł ze zbiornikiem


Podczas użytkowania zwróciłam też uwagę na system separacji odpadów stałych i płynnych. Urządzenie rozdziela te frakcje, dzięki czemu późniejsze opróżnianie jest wygodniejsze i bardziej higieniczne. Przy sprzęcie, który zbiera zarówno kurz i piasek, jak i mokre zabrudzenia, takie rozwiązanie ma sporo sensu.




Gorąca woda i automatyczne czyszczenie


Po zakończeniu pracy MOVA M50 może przeprowadzić proces samooczyszczania szczotki przy użyciu gorącej wody. Dla mnie to prawdziwy luksus i wygoda, a szczotka jest zawsze czusciutka jak nowa😊 


Czy bateria daje radę?


Producent deklaruje do 46 minut pracy na jednym ładowaniu. W przypadku mojego regularnego sprzątania jest to bardzo wygodny zapas. Nie należę do osób, które wykonują generalne porządki raz na tydzień. Zdecydowanie bardziej odpowiada mi krótkie, regularne sprzątanie. Robię to codziennie. Poświęcam kilkadziesiąt minut rano i dom wygląda czysto i schludnie.




Podsumowanie 


MOVA M50 to idealne rozwiązanie dla osób, które szukają jednego, wszechstronnego urządzenia do codziennego ogarniania twardych podłóg. Sama bardzo polubiłam go za to, że codzienne porządki stały się jeszcze łatwiejsze i szybsze. Taki sprzęt powinien mieć każdy rodzic lub opiekun psa/kota 😊 Jak tylko go wypróbujecie, napewno nie wrócicie już do zwykłego mopa. 


Pozdrawiam.


(Współpraca reklamowa)

Dermedic Sunbrella – mój letni ratunek dla skóry po opalaniu

Dermedic Sunbrella – mój letni ratunek dla skóry po opalaniu

 



Kochani!


Lato najbardziej uwielbiam za słońce, ciepło i ten charakterystyczny wakacyjny klimat, jednakże moja skóra po dłuższej ekspozycji na promienie słoneczne zdecydowanie potrzebuje dodatkowej troski. Dlatego przez ostatnie tygodnie z przyjemnością sięgałam po Dermedic Sunbrella, chłodzący balsam po opalaniu, który znalazłam w najnowszym pudełku Pure Beauty. I muszę przyznać, że szybko stał się on jednym z tych kosmetyków, o których przypominam sobie nie tylko wtedy, gdy skóra domaga się pomocy, ale po prostu wtedy, gdy chcę zapewnić jej trochę więcej komfortu.


Ukojenie i nawilżenie po opalaniu


Po słonecznym dniu najbardziej doceniam kosmetyki, które szybko przynoszą ulgę. Nakładam je na oczyszczoną skórę i już po chwili czuję przyjemne ukojenie. Dermedic Sunbrella ma lekką konsystencję, dobrze rozprowadza się na ciele i sprawnie się wchłania. To dla mnie duży plus, szczególnie latem, kiedy nie mam ochoty czekać, aż kosmetyk przestanie być wyczuwalny na skórze.

Najbardziej podoba mi się w nim efekt chłodzenia. Po całym dniu spędzonym na gorącym słońcu jest dokładnie tym, czego potrzebuję. Balsam przynosi skórze przyjemne uczucie ulgi, a jednocześnie pozostawia ją miękką i wygładzoną.


Co znalazło się w składzie?


W formule balsamu znajdziemy między innymi alantoinę, masło shea, mocznik, witaminy oraz wodę termalną. To zestaw składników, który świetnie wpisuje się w potrzeby skóry suchej, wrażliwej i odwodnionej, szczególnie po ekspozycji na słońce.

Dla mnie ważne jest przede wszystkim to, jak kosmetyk sprawdza się w codziennym użytkowaniu. Przy jego regularnym stosowaniu skóra jest miękka, delikatna i wygląda na bardziej zadbaną. Balsam pomaga również utrzymać jej odpowiedni poziom nawilżenia, co latem ma dla mnie duże znaczenie.




Balsam po opalaniu, do regularnego stosowania 


Tego balsamu nie traktuję wyłącznie jako kosmetyku „na specjalne okazje”. Sięgam po niego po opalaniu, dłuższym spacerze czy dniu spędzonym na świeżym powietrzu. Właśnie ta uniwersalność sprawiła, że przez większość lata regularnie pojawia się on w mojej pielęgnacji. Doceniam również to, że balsam Dermedic Sunbrella nie zostawia na skórze nieprzyjemnej, ciężkiej warstwy i nie brudzi ubrań. 

Jeśli macie skórę, która po kontakcie ze słońcem staje się sucha, napięta albo bardziej szorstka, taki kosmetyk naprawdę warto mieć pod ręką. Oczywiście balsam po opalaniu nie zastępuje ochrony przeciwsłonecznej — jest raczej kolejnym krokiem pielęgnacji, kiedy skóra potrzebuje regeneracji i ukojenia po ekspozycji na słońce.


Moja opinia


Czy warto dać mu szansę? Według mnie tak. Początkowo był to dla mnie po prostu kosmetyk z ostatniego pudełka Pure Beauty, a ostatecznie stał się jednym z moich letnich ulubieńców. Najbardziej przekonało mnie połączenie chłodzenia, nawilżenia i komfortu po opalaniu. 

Lubię kosmetyki, które robią to, czego od nich oczekuję. Dermedic Sunbrella właśnie taki jest. 


Jeśli właśnie szukacie porządnego balsamu po opalaniu do skóry suchej, wrażliwej lub odwodnionej, warto zwrócić na niego uwagę. 


(Współpraca reklamowa)

Copyright © 2014 BLOG TESTERSKI , Blogger