Wspólne prace w ogrodzie z dziećmi – nauka przez zabawę i rękawice ochronne Cramont

Wspólne prace w ogrodzie z dziećmi – nauka przez zabawę i rękawice ochronne Cramont


Wspólne prace w ogrodzie z dziećmi mogą być czymś znacznie więcej niż tylko zwykłym obowiązkiem. Dla mnie to przede wszystkim okazja do spędzenia czasu razem, nauczenia dzieci pomagania i pokazania im, że nawet pozornie proste czynności mogą sprawiać naprawdę dużo frajdy. 

Mieszkamy na wsi i przy dużym podwórku pracy w ogrodzie nigdy nie brakuje. Koszenie trawy, grabienie, porządkowanie terenu czy zbieranie skoszonej trawy to czynności, które wykonuje się tutaj regularnie. Kiedy tylko to możliwe, angażujemy w nie również dzieci. Oczywiście zawsze dostosowujemy zadania do ich wieku i możliwości, bo musi być bezpiecznie. Wiadomo jednak, że więcej przedzkadzaja niż pomagają, ale nie o to w tym wszystkim chodzi 🙂 Liczą się chęci i czas spędzony wspólnie.


Dzieci uczą się pomagać od najmłodszych lat




Uważam, że pomagania warto uczyć dzieci od najmłodszych lat. Nie chodzi oczywiście o to, żeby maluch wykonywał dorosłe obowiązki. Chodzi o pokazanie mu, że jest częścią rodziny i może mieć swój mały udział w tych zwykłych, codziennych zadaniach. Dziecko może ciągnąć wózek, zebrać niewielką ilość trawy, zgrabić liście czy po prostu towarzyszyć rodzicom. Takie drobne czynności uczą samodzielności, odpowiedzialności i współpracy.

Co ważne, nie zawsze musi być idealnie. Czasami trawa zostanie zebrana trochę mniej dokładnie, czasami trzeba będzie coś poprawić. Dla mnie ważniejsze jest jednak to, że robimy coś razem.


Zbieranie trawy po koszeniu – zwykła praca, która staje się zabawą



Po koszeniu trawy przychodzi moment na uporządkowanie podwórka. I właśnie wtedy dzieci chętnie dołączają. Zamiast traktować zbieranie trawy jako nudny obowiązek, możemy zamienić je w małą rodzinną zabawę. Lubię takie chwile, ponieważ dzieci mogą pobyć na świeżym powietrzu, trochę się poruszać i jednocześnie zobaczyć, że prowadzenie domu i dbanie o podwórko to również wspólne zadania.

Oczywiście podczas prac ogrodowych z dziećmi wybieramy takie czynności, które są odpowiednie do ich wieku. Sprzęt ogrodowy, kosiarka czy inne potencjalnie niebezpieczne urządzenia pozostają po stronie dorosłych.


Rękawice ochronne – mały, ale ważny element


Podczas prac w ogrodzie nie zapominam również o odpowiednim zabezpieczeniu dłoni. Nawet przy takiej czynności jak zbieranie trawy można natrafić na suche gałązki, ostre kamyczki czy inne kłujące elementy znajdujące się w trawie. Dlatego podczas wspólnych prac sięgamy po rękawice ochronne Cramont. W zależności od tego, kto akurat pomaga, możemy korzystać z różnych modeli – Kids Hero, Cut Hero oraz DailyHero.


Cramont Kids Hero – rękawice ochronne dla dzieci



Kids Hero to model przeznaczony z myślą o najmłodszych. Przy wspólnych pracach ogrodowych szczególnie podoba mi się sama idea tego, że dziecko może mieć swoje własne rękawice i poczuć się jak mały pomocnik. Dla dziecka taki drobiazg potrafi mieć ogromne znaczenie. 


Cramont Cut Hero – kiedy liczy się ochrona dłoni




Cut Hero to rękawice ochronne, które można wykorzystać podczas prac, przy których szczególnie istotna jest ochrona dłoni przed przecięciami. W ogrodzie różne sytuacje mogą się zdarzyć, dlatego odpowiednio dobrane rękawice są dla mnie jednym z elementów rozsądnego przygotowania do pracy. Nie zastępują oczywiście zasad bezpieczeństwa, ale mogą stanowić dodatkową ochronę dłoni podczas odpowiednich prac (jak np. podcinanie krzewów z kolcami czy noszeniu gałązek akcji).


Cramont DailyHero – do codziennych prac



DailyHero to z kolei model, który nadaje się do codziennych prac. Przy porządkowaniu podwórka czy wykonywaniu innych prostych czynności ogrodowych rękawice ochronne są po prostu praktycznym dodatkiem.


Wspólna praca może być świetną lekcją


Myślę, że często nie doceniamy tego, ile dzieci mogą nauczyć się podczas zwykłych, codziennych czynności. Kiedy dziecko pomaga dorosłym w prostych obowiązkach, uczy się nie tylko tego, jak zebrać trawę czy uporządkować kawałek podwórka. Obserwuje, naśladuje nasze zachowanie, uczy się współpracy i tego, że o wspólną przestrzeń możemy dbać wszyscy razem.


Najważniejsze, że robimy coś razem 


Nie zależy mi na tym, żeby dzieci perfekcyjnie wykonały powierzone im zadanie. Chcę przede wszystkim, żeby miały dobre skojarzenia ze wspólnym spędzaniem czasu, pomaganiem i aktywnością na świeżym powietrzu.

Zbieranie trawy po koszeniu może wydawać się zwyczajną pracą, ale kiedy robimy to razem, pojawia się dużo śmiechu, rozmów i dobrej zabawy. A przy okazji podwórko zostaje uporządkowane.  A jeśli do tego każdy z nas (no, może poza najmłodszym pomocnikiem) ma swoje własne rękawice ochronne Cramont – możemy zadbać również o odpowiednią ochronę dłoni podczas różnych prac.

Bo czasami najlepsze rodzinne wspomnienia powstają nie w czasie wakacyjnych wyjazdów, lecz właśnie podczas zwyczajnego dnia na własnym podwórku. ❤️

Pozdrawiam 🙂 


(Współpraca reklamowa)

Pudełko kosmetyczne LUSH OASIS od Pure Beauty – prezentacja zawartości

Pudełko kosmetyczne LUSH OASIS od Pure Beauty – prezentacja zawartości


Są takie kosmetyczne pudełka, których otwieranie samo w sobie sprawia przyjemność. Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja uwielbiam moment, kiedy zaglądam do środka i znajduję same nowości, które od razu mam ochotę przetestować.

Tym razem trafiła do mnie edycja LUSH OASIS od Pure Beauty. W środku znalazłam produkty do pielęgnacji skóry, włosów, dłoni i ciała, kilka kosmetyków makijażowych, a nawet coś dla miłośniczek kulinarnych eksperymentów. 

Oto cała jego zawartość. Zobaczcie sami:


1. SimplyO Biotin Szampon przeciw wypadaniu włosów z biotyną




Włosy to jedna z tych części pielęgnacji, którym warto poświęcić więcej uwagi. W box'ie znalazłam szampon SimplyO Biotin, który delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę głowy i włosy. Zawiera 94% składników pochodzenia naturalnego. Pomaga odświeżyć skórę głowy, ograniczyć nadmiar sebum i zadbać o kondycję włosów. Po użyciu włosy są miękkie, nawilżone i łatwiejsze w stylizacji. Polubiłam go od pierwszego użycia. A ten zapach - rewelacja!


2. Catrice Wypiekany róż do policzków SOFT GLAM 030



Róż to jeden z tych produktów, które potrafią w kilka chwil odmienić cały makijaż. Ten od Catrice ma wypiekaną formułę i delikatnie rozświetlające wykończenie. To kosmetyk, który świetnie pasuje do codziennego makijażu, szczególnie kiedy zależy mi na świeżej i naturalnie wyglądającej cerze.


3. SYLVECO Kremowy żel myjący do ciała



Po makijażu i pielęgnacji twarzy czas na coś dla całego ciała. Kremowy żel Sylveco przeznaczony jest do delikatnego oczyszczania skóry, również tej wrażliwej.

Produkt nie zawiera kompozycji zapachowej, co z pewnością docenią osoby, które preferują prostszą pielęgnację. Dla mnie dużym plusem jest właśnie delikatny charakter tego produktu. Zamiast mocnego zapachu mamy kosmetyk nastawiony przede wszystkim na łagodne oczyszczanie i maksymalny komfort skóry.


4. NEO MAKEUP Rozświetlacz w płynie do twarzy i ciała



Płynny rozświetlacz Neo Make Up można wykorzystać na kilka sposobów. Możemy aplikować go bezpośrednio na twarz lub ciało, użyć pod podkład, a nawet połączyć z balsamem do ciała. W zależności od ilości możemy uzyskać subtelne rozświetlenie albo mocniejszy blask. Dodatkowo produkt nie pozostawia tłustego filmu ani brudzi ubrań.


5. APIS NATURAL COSMETICS Maska algowa śliwkowa z nasionami chia



W box'ie znalazła się także śliwkowa maska algowa APIS z nasionami chia. Jest przeznaczona przede wszystkim do pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. 

Maska ma wspierać rewitalizację skóry i sprawić, że będzie wyglądała na bardziej promienną. Do tego dochodzi przyjemny, śliwkowy zapach - takie dodatki są zawsze mile widziane 🙂


6. Rimmel Podkład do twarzy w sztyfcie 3 W 1



Podkład, korektor i konturowanie w jednym kosmetyku. Rimmel 3w1 ma formę wygodnego sztyftu, dzięki czemu można go w łatwy sposób aplikować na skórę. Kremowa konsystencja pozwala budować krycie – od lekkiego, naturalnego efektu po mocniejsze wyrównanie kolorytu skóry. W dni, kiedy na twarzy pojawią się jakieś wypryski będzie idealnym dodatkiem do makijażu 🙂


7. SHEHAND Aktywny kolagen do dłoni w masce anti-age



O dłoniach bardzo łatwo zapomnieć podczas codziennej pielęgnacji. A przecież to właśnie one każdego dnia mają naprawdę bardzo dużo pracy.  

Maska Shehand została stworzona z myślą o skórze dłoni, która potrzebuje wygładzenia, zmiękczenia i regeneracji. W jej składzie znajdziemy między innymi kolagen biotechnologiczny, mucynę ślimaka, witaminy B3 i B12, olej owsiany, lanolinę oraz algi koralowe. To zdecydowanie jeden z tych produktów, po które warto sięgnąć wtedy, kiedy mamy ochotę zrobić sobie małe domowe SPA. 


8. Dermedic Antybakteryjny żel do mycia



Kolejny kosmetyk do oczyszczania, tym razem przeznaczony do skóry tłustej, mieszanej oraz tej ze skłonnością do niedoskonałości.

Żel Dermedic pomaga usuwać zanieczyszczenia i nadmiar sebum, a jednocześnie ma pozostawiać skórę oczyszczoną bez nieprzyjemnego uczucia przesuszenia. Produkt ma wspierać również pielęgnację mikrobiomu skóry.


9. Biotanique Liftingująca maska w płachcie na szyję i dekolt



Przyznam, że właśnie takie produkty najbardziej lubię znajdować w boxach kosmetycznych, bo często sama nie pamiętam o pielęgnacji konkretnych partii ciała.

Maska Biotanique została przeznaczona do skóry szyi i dekoltu. Ma intensywnie nawilżać, wygładzać i wspierać pielęgnację skóry, która potrzebuje dodatkowego zastrzyku pielęgnacji. To świetny przykład produktu na wieczór, kiedy mamy trochę więcej czasu i możemy na chwilę zwolnić.


10. PERFECTA Ultracienkie płatki pod oczy



Płatki pod oczy to dla mnie kosmetyk, którego używam robiąc sobie porządne, domowe spa, (czyli obecnie max raz na miesiąc 🤣). Hydrożelowe płatki z witaminami B12, H, E oraz B3 są pomocne przy oznakach zmęczenia, takich jak cienie i opuchnięcia. Można sięgnąć po nie przed ważnym wyjściem albo po prostu wtedy, gdy po nieprzespanej nocy chcemy zrobić coś dobrego dla okolicy oczu.


11. NOVEX Krem do stylizacji i pielęgnacji włosów My Curls



Ten kosmetyk szczególnie zainteresuje osoby, które mają włosy kręcone lub falowane. Novex My Curls to krem typu leave-in, który ma pomagać w rozplątywaniu włosów, podkreślaniu skrętu oraz nadawaniu im blasku i objętości. Formuła została wzbogacona olejem z żurawiny i jest przeznaczona między innymi do włosów cienkich i łamliwych. Sama go nie użyję, ale mam w rodzinie osobę która napewno chętnie sprawdzi jego działanie.


12. BIOTANIQUE DERMASKIN EXPERT Pielęgnujące chusteczki do twarzy



Chusteczki do twarzy to jeden z tych produktów, które warto mieć pod ręką, szczególnie w sytuacjach, kiedy potrzebujemy szybko odświeżyć skórę. Mają pomagać w usuwaniu zanieczyszczeń oraz nadmiaru sebum, jednocześnie zapewniając uczucie świeżości. Są delikatne i (jak twierdzi producent), tolerowane przez różne typy skóry.


13. DeCare TAHINI PREMIUM



W prezentowanym box'ie miałam miłą niespodziankę, ponieważ wśród kosmetyków znalazło się również coś do jedzenia. A dodam, że nie jest to częsty widok 🙂

 Tahini DeCare to pasta z prażonych nasion sezamu. Można wykorzystać ją w kuchni na wiele sposobów – do hummusu, sosów, dressingów, deserów czy po prostu jako dodatek do różnych dań. Tahini dostarcza między innymi białka, błonnika, tłuszczów oraz składników mineralnych, takich jak wapń, żelazo i magnez. Lubię takie dodatki w box'ach, ponieważ przełamują typowo kosmetyczny charakter pudełka i pozwalają odkryć coś zupełnie innego.


Podsumowanie 


Patrząc na całą zawartość pudełka mogę powiedzieć, że dostałam ciekawe i różnorodne produkty.

Są kosmetyki, które mogę wykorzystać od razu, są też takie, które wymagają ode mnie dłuższego testowania. Szczególnie ciekawa jestem produktów do włosów, żelu do twarzy oraz pielęgnacji dłoni. 

A przecież właśnie na tym polega dla mnie największa frajda z kosmetycznych box'ów – nie zawsze od razu wiem, który produkt okaże się moim ulubieńcem. Czasami kosmetyk, na który początkowo nie zwracam większej uwagi, po kilku użyciach okazuje się prawdziwym odkryciem.

Pure Beauty to pudełka dla kobiet, które lubią mieć wybór i czerpać przyjemność z odkrywania nowych produktów. 

PS: A Wy po który kosmetyk z powyższego box'a sięgnęły byście jako pierwszy? ❤️


(Współpraca reklamowa)


Szkoła, plac zabaw i codzienne zabawy. Jak dbam o bezpieczeństwo mojego dziecka?

Szkoła, plac zabaw i codzienne zabawy. Jak dbam o bezpieczeństwo mojego dziecka?

 


Początek szkoły to dla dzieci nowa, wielka przygoda, a dla rodziców również sporo nowych powodów do myślenia. Nowe miejsce, nauczyciele, koledzy, wycieczki… Niby nic nadzwyczajnego, a jednak jako mama zaczynam zwracać uwagę na rzeczy, o których wcześniej aż tak często nie myślałam.

Mój syn rozpoczął właśnie zerówkę. Nadal odprowadzamy go na autobus i odbieramy po lekcjach, więc nie muszę się chociaż martwić o jego samodzielny powrót. Ale przecież przez kilka godzin jest poza domem. Do tego dochodzą nasze codzienne wyprawy na plac zabaw, rower i inne dziecięce zabawy.

I choć wiem, że dzieciństwo nie może odbywać się pod kloszem to uważam, że warto nauczyć dziecko kilku prostych zasad bezpieczeństwa.


„Uważaj!”


Chyba każdy rodzic wypowiada to słowo przynajmniej kilkanaście razy dziennie. Ostatnio jednak zamiast ciągle ostrzegać, staram się dużo tłumaczyć. Rozmawiać o tym, dlaczego nie warto przepychać się przy zjeżdżalni. Przy przechodzeniu przez ulicę przypominam, żeby zatrzymać się i rozejrzeć itp.


Plac zabaw – nasza mała codzienność


Po szkole często idziemy na plac zabaw. Dziecko może się tam odrobinę wyszaleć, pobiegać i spotkać z innymi dziećmi.

Oczywiście plac zabaw oznacza też często siniaki i czasami zdarte kolano. Taki jest urok dzieciństwa. Nie próbuję zapobiec każdemu upadkowi. Obserwuję i reaguję wtedy, kiedy rzeczywiście widzę niebezpieczną sytuację.


Kask podczas jazdy– tutaj nie odpuszczam


Są rzeczy, przy których nie ma u mnie negocjacji. Kask jest jedną z nich. Podobnie jest z miejscem do jazdy. Staram się wybierać takie, w których dziecko może spokojnie ćwiczyć swoje umiejętności bez niepotrzebnego ryzyka. 




A co, jeśli mimo wszystko wydarzy się wypadek?


Tego nie da się całkowicie wykluczyć. Dziecko może przewrócić się podczas zabawy, doznać urazu w szkole...


I właśnie wtedy trzeba zachować zdrowy rozsądek i spokój. Najpierw oczywiście liczy się dziecko i jego zdrowie. Jeśli potrzebna jest pomoc lekarza lub szpital, nie można zwlekać.

Później warto zachować dokumentację związaną ze zdarzeniem – wyniki badań, zaświadczenia, wypisy czy rachunki związane z leczeniem. Wiadomo, w takich stresowych chwilach najczęściej nikt nawet nie myśli o formalnościach, ale często są one niezbędne do uzyskania odszkodowania po wypadku.


Czy po wypadku dziecka można otrzymać odszkodowanie?


Wszystko zależy od sytuacji, rodzaju płaconego ubezpieczenia oraz okoliczności zdarzenia. Nie każdy uraz (szczególnie ten drobny, niewielki) od razu oznacza możliwość otrzymania odszkodowania, dlatego warto sprawdzić, jakie prawa przysługują w konkretnym przypadku.

Pomocne informacje w tym temacie można znaleźć na stronie www.tuodszkodowania.pl.

W przypadku konkretnej sytuacji najważniejsze jest jednak dokładne przeanalizowanie jego okoliczności i posiadanej dokumentacji.


Bezpieczeństwo to nasz priorytet 


Nie chcę, żeby mój syn bał się świata. Chcę, żeby miał odwagę poznawać nowe miejsca, bawić się, jeździć na rowerze, spotykać się z kolegami i korzystać z dzieciństwa.

Jednocześnie chcę, żeby wiedział, że jeśli coś się stanie, zawsze może powiedzieć o tym mi, czy innemu dorosłemu. Że kiedy coś go boli – trzeba powiedzieć. Że zawsze można się wycofać. Że nie trzeba robić czegoś tylko dlatego, że inne dzieci to robią.

Nie da się przewidzieć każdej sytuacji. Nie da się też uchronić dziecka przed każdym siniakiem czy zadrapaniem, ale można dążyć do tego, by było ich jak najmniej. Żeby dziecko potrafiło działać rozsądnie ( adekwatnie do swojego wieku).

Dzieci powinny biegać, skakać, bawić się i odkrywać świat. Naszą rolą nie jest odebranie im tej swobody, ale pokazanie, jak korzystać z niej w sposób rozsądny. Choć wiadomo, że każdy uczy się na własnych błędach. Jednak warto też pamiętać, że w niektórych przypadkach wystarczy plaster, przytulenie i słowa: „Nic się nie stało". 


(Artykuł sponsorowany)

Pinky Nanowash – mój sposób na ogarnięcie domowej sterty prania

Pinky Nanowash – mój sposób na ogarnięcie domowej sterty prania



Witajcie Kochani! 


Są takie domowe obowiązki, których chyba nie da się uniknąć. Jednym z nich jest pranie. I choć samo wrzucenie ubrań do pralki nie zajmuje mi całego dnia, to już ogarnięcie całej reszty potrafi być zupełnie inną historią. Sortowanie ubrań, pilnowanie kolorów, pranie rzeczy dziecięcych, ręczników, pościeli… a później jeszcze suszenie, prasowanie i składanie.

U mnie pralka zdecydowanie nie stoi bezczynnie. 😅 Dlatego kiedy pojawiają się produkty, które mają sprawić, że pranie będzie prostsze, skuteczniejsze i bardziej ekonomiczne, zawsze chętnie je sprawdzam.

Tym razem w moje ręce trafiły produkty Pinky Nanowash – proszek do prania Pinky Nanowash Color oraz dwa żele do prania: Pinky Nanowash Universal i Pinky Nanowash Color. I od razu przyznam – różowa butelka zdecydowanie przyciąga wzrok, ale dla mnie wygląd opakowania to zdecydowanie za mało. Najważniejsze jest to, co dzieje się później.


 Pinky Nanowash – co wybrałam?


W zestawie znalazły się trzy produkty:


- Pinky Nanowash Color – proszek do prania 6 kg


To właśnie duże opakowanie proszku od razu zwraca uwagę. 6 kg proszku i wydajność do 100 prań to rozwiązanie dla osób, które – tak jak ja – nie robią jednego prania na tydzień. 😉

Pinky Nanowash Color jest przeznaczony do prania kolorowych ubrań. Na opakowaniu producent podkreśla również obecność aktywnych enzymów oraz możliwość prania w temperaturach 30°C i 40°C.

Lubię mieć w domu większe opakowanie proszku, ponieważ nie muszę co chwilę pamiętać o dokupowaniu kolejnego detergentu. A przy codziennym prowadzeniu domu takie drobiazgi naprawdę mają znaczenie.


- Pinky Nanowash Universal – żel do prania


Drugi produkt to Pinky Nanowash Universal, czyli skoncentrowany żel do prania o pojemności 3 litrów.

Na opakowaniu widnieje informacja o wydajności do 100 prań, a formuła zawiera aktywne enzymy. Żel można stosować do prania w temperaturach od 20°C do 60°C.


- Pinky Nanowash Color – żel do kolorów


Trzeci produkt to różowy Pinky Nanowash Color w żelu, również o pojemności 3 litrów i deklarowanej wydajności do 100 prań.

Tutaj mamy produkt przeznaczony przede wszystkim do kolorowych ubrań, a producent zwraca uwagę na ochronę kolorów oraz obecność aktywnych enzymów.

Kolorowe ubrania to spora część mojej codziennej rzeczywistości. Nie wyobrażam sobie domu, w którym wszystko jest białe, beżowe i idealnie spokojne. 😄 Ubrania mają kolory, dzieci mają swoje ulubione rzeczy, a życie ma to do siebie, że czasami coś się pobrudzi dokładnie pięć minut po założeniu. Dlatego dobry detergent do kolorów jest u mnie podstawą.




Proszek czy żel do prania? Ja nie chcę wybierać tylko jednego


Przez długi czas miałam swoje przyzwyczajenia związane z praniem. Jeden produkt do jasnych rzeczy, drugi do kolorowych, czasami coś dodatkowego do bardziej wymagających ubrań.

Z Pinky Nanowash podoba mi się przede wszystkim to, że mogę dopasować formę detergentu do konkretnego prania.


Proszek wybieram, gdy…

* robię większe pranie,

* piorę mocniej zabrudzone ubrania,

* zależy mi na dużym, ekonomicznym opakowaniu,

* chcę mieć większy zapas detergentu.


Żel wybieram, gdy…

* zależy mi na szybkim, wygodnym dozowaniu,

* robię codzienne pranie,

* chcę zastosować detergent odpowiedni do delikatniejszych tkanin.


Nie jestem osobą, która uważa, że jeden rodzaj detergentu jest najlepszy absolutnie zawsze. Wolę mieć wybór, bo przecież nie każde pranie wygląda tak samo.


100 prań w jedynym opakowaniu


Jedną z rzeczy, która zwróciła moją uwagę, jest deklarowana przez producenta wydajność do 100 prań zarówno w przypadku proszku, jak i żeli.

Przy większej rodzinie wydajność detergentu ma dla mnie duże znaczenie. Pranie jest jednym z tych domowych obowiązków, które regularnie wracają jak bumerang. Można je zrobić dzisiaj, a jutro kosz na pranie znowu zaczyna się zapełniać.

Dlatego lubię produkty, które nie kończą się po kilku użyciach. Oczywiście zwykle nie wystarcza mi ich na tyle użyć jak jest to opisane, bo moje dzieci i mąż potrafią się naprawdę mocno pobrudzić 😃 ale mimo tego taki zapas wystarcza mi na dość długo. Co więcej, przy korzystaniu z detergentu warto pamiętać o odpowiednim dozowaniu (więcej produktu nie zawsze oznacza lepsze pranie).




Aktywne enzymy 


W Pinky Nanowash producent zastosował aktywne enzymy, które mają wspierać proces usuwania zabrudzeń. Dla mnie jest to szczególnie istotne, bo w codziennym praniu pojawiają się przecież różnego rodzaju zabrudzenia – od śladów po jedzeniu, przez smar i błoto, aż po zwykłe ślady codziennego użytkowania. I właśnie dlatego detergent musi nie tylko odświeżać, ale też faktycznie usuwać zabrudzenia. I tutaj zauważyłam, że łatwiejsze plamy naprawdę są usuwane.


Zapach? - rewelacja!


Lubię, kiedy wyprane ubrania mają przyjemny, świeży zapach, ale nie jestem zwolenniczką sytuacji, w której detergent pachnie tak mocno, że czuję go w całym domu. W przypadku produktów Pinky Nanowash, po wyjęciu rzeczy z pralki mam przede wszystkim poczucie świeżości, czyli dokładnie to, czego oczekuję od detergentu. Zapach jest świeży, ale nienachalny. I o to chyba chodzi ☺️


Czy produkty Pinky Nanowash sprawdziły się u mnie?


Pinky Nanowash dobrze wpisuje się w moje podejście do prowadzenia domu: ma być skutecznie, wygodnie i bez niepotrzebnego komplikowania sobie życia. Nie szukam środka, który będzie tylko ładnie wyglądał na półce. Szukam takiego, który nadąży za moją codziennością. A przy ilości prania, które potrafi pojawić się w domu, 100 prań na opakowanie brzmi naprawdę dobrze.

Bo prawdziwym luksusem nie jest to, że nagle mamy mniej obowiązków, ale to, że te, których nie da się uniknąć, stają się znacznie łatwiejsze.


Zgadzacie z tym stwierdzeniem? ☺️


 Pozdrawiam. 


(Współpraca reklamowa)

Mudita Moment – minimalistyczny zegarek, który pomaga zwolnić + kod rabatowy!

Mudita Moment – minimalistyczny zegarek, który pomaga zwolnić + kod rabatowy!



Witajcie Kochani!


Jesień to dla mnie czas, w którym szczególnie doceniam prostotę. Częściej wybieram spokojniejsze kolory, miękkie swetry, klasyczne dodatki i rzeczy, które nie są wyłącznie trendem na jeden sezon. Lubię przedmioty, które zostają ze mną na dłużej i które potrafią pasować do wielu różnych stylizacji. Właśnie dlatego minimalistyczny zegarek Mudita Moment Automat z beżową tarczą i eleganckim paskiem od razu zwrócił moją uwagę.

Na pierwszy rzut oka wydaje się być bardzo prosty i skromny. Nie ma tutaj przypadkowych dodatków, nadmiaru kolorów ani elementów, które próbują zwrócić na siebie uwagę. A jednak im dłużej go noszę, tym bardziej dostrzegam, że właśnie w tej prostocie tkwi jego urok.


Minimalistyczny zegarek = brak rozpraszaczy




Nie muszę chyba nikomu tego mówić, iż na co dzień jesteśmy otoczeni z każdej strony ekranami. Wiadomości w telefonie, media społecznościowe które wysyłają masę powiadomień i to głównie wtedy, gdy najmniej ich potrzebujemy. Dlatego coraz częściej doceniam rzeczy proste.

Mudita Moment jest klasycznym zegarkiem, który po prostu pokazuje czas. Kiedy chcę sprawdzić godzinę, spoglądam na nadgarstek, zamiast odblokowywać telefon i przy okazji przeglądać tysiąc innych nieplanowanych rzeczy. Niby drobna zmiana, ale ma znaczenie.


Beżowa tarcza, która pasuje do wszystkiego





Muszę przyznać, że bardzo spodobała mi się wersja NR BEIGE. Beżowa tarcza jest subtelna, elegancka i uniwersalna. To kolor, który świetnie wpisuje się w moją jesienną garderobę, ale oczywiście nie jest zarezerwowany wyłącznie na tę porę roku.

Jesienią widzę go w połączeniu z kremowym swetrem, beżowym płaszczem, brązowymi dodatkami czy też klasyczną białą koszulą.


Automatyczny mechanizm – ten zegarek nie potrzebuje baterii


Jedną z najciekawszych cech Mudita Moment jest, moim zdaniem, automatyczny mechanizm Miyota 9015. Zegarek sam się nakręca, dlatego nie potrzebuje baterii. Wystarczą ruchy nadgarstka.

To jedna z tych rzeczy, które poza wyglądem spodobały mi się tutaj najbardziej. W świecie, w którym tak wiele urządzeń wymaga ciągłego ładowania bądź aktualizacji, klasyczny automatyczny zegarek jest miłą odmianą.


Funkcja oddechowa


Najbardziej nietypowym elementem zegarka Mudita Moment są dla mnie subtelne punkty umieszczone na tarczy. Jest ich 15, a ich rozmieszczenie wyznacza czterosekundowe odstępy, które mogą wspierać wykonywanie prostych ćwiczeń oddechowych, w tym tak zwanego box breathingu. To rozwiązanie jest bardzo dyskretne. Nie potrzebuję aplikacji, telefonu ani specjalnego przewodnika. Wystarczy spojrzeć na tarczę i przez chwilę skupić się na spokojnym oddechu.

Jako kobieta, mama i osoba, która na co dzień łączy wiele różnych obowiązków, wiem, jak łatwo czasami zapomnieć o chwili dla siebie. Nie zawsze mam czas na długi relaks (poza wypiciem kawy w ciszy), ale kilka takich spokojnych oddechów mogę znaleźć nawet w trakcie najbardziej zabieganego dnia. 




Zegarek damski i męski w jednym – uniwersalny rozmiar 38 mm


Mudita Moment ma średnicę 38 mm i smukłą kopertę, dzięki czemu dobrze prezentuje się zarówno na damskim, jak i męskim nadgarstku. Producent zaprojektował go jako model unisex. Rozmiar 38 mm wydaje mi się być idealny – zegarek jest zauważalny, ale nadal subtelny. Wygląda skromnie i jednocześnie elegancko.


Dodam też, że taki zegarek to również ciekawy pomysł na prezent. Dla nauczycieli, dziadków, na Dzień Chłopaka... Okazji jest naprawdę bardzo dużo 🙂


Pasuje do wielu stylizacji


Lubię dodatki, które dają mi możliwość zmiany charakteru stylizacji bez konieczności kupowania nowych rzeczy. W przypadku Mudita Moment dużą zaletą jest możliwość łatwej wymiany pasków. Nie wymaga ona użycia specjalistycznych narzędzi, co jest wyjątkowo wygodne.


Minimalizm


Mudita Moment został wyposażony m.in. w szafirowe szkło, kopertę ze stali nierdzewnej, oraz wodoodporność 5 ATM. Doceniam takie detale, ponieważ pokazują, że minimalizm nie musi oznaczać prostoty rozumianej jako „słaba jakość". Dla mnie porządny minimalistyczny produkt to taki, w którym zostało ograniczone to, co zbędne, ale zadbano o to, co naprawdę ma znaczenie.


Mudita Moment - komu przypadnie do gustu?


Myślę, że szczególnie przypadnie on do gustu osobom, które cenią sobie minimalistyczny styl i nie potrzebują kolejnego nowoczesnego gadżetu do kolekcji. To zegarek dla każdej osoby, która chce wrócić do prostszego sposobu sprawdzania czasu.

Myślę, że jest to również ciekawa propozycja dla osób, które interesują się świadomym oddechem, medytacją lub po prostu chcą znaleźć w ciągu dnia parę okazji by zwolnić, zatrzymać się...

 

Moja opinia


Po bliższym poznaniu tego modelu zegarka najbardziej doceniam jego spójność. Wszystko tutaj tworzy jedną całość – minimalistyczny design, spokojna beżowa tarcza, automatyczny mechanizm, brak baterii i powiadomień oraz nietypowa funkcja wspierająca świadomy oddech. Mudita Moment to zegarek, który pozwala skupić się na jednej rzeczy. 


Jeśli więc lubicie dodatki, które są uniwersalne, minimalistyczne i nie przestaną być modne za kilka miesięcy, Mudita Moment zdecydowanie jest zegarkiem, którym warto się zainteresować.


PS: Mam dla Was zniżkę 15% zniżki do sklepu mudita.com.

Wystarczy, że składając zamówienie użyjecie kodu: BLOGTESTERSKI15


 Pozdrawiam 🙂


(Współpraca reklamowa)

Skórzana torebka damska Tuscany Leather – znalazłam model, który pasuje do wszystkiego

Skórzana torebka damska Tuscany Leather – znalazłam model, który pasuje do wszystkiego

 

Są takie torebki, które dobrze wyglądają. Są też takie, które sprawiają, że cała stylizacja nagle nabiera wyjątkowego charakteru. Ja zdecydowanie zaliczam model Musa ze sklepu internetowego goodbag.pl do tej drugiej kategorii.

Kiedy szukam skórzanej torebki damskiej, zależy mi nie tylko na wyglądzie. Chcę, żeby była elegancka, ale również praktyczna. Lubię, kiedy ma zgrabną formę, dobrze organizuje moje rzeczy i mogę zabrać ją ze sobą zarówno do miasta, jak i na spotkanie ze znajomymi. Wspomniany wcześniej model spełnia te wymagania zaskakująco dobrze.


Klasyczna skórzana torebka damska, która przyciąga uwagę



Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to sztywny korpus. Torebka zachowuje swój kształt i nie wygląda na przypadkowo wrzuconą do niej zawartość. Dla mnie to ogromny plus, gdyż zależy mi na eleganckim, uporządkowanym wyglądzie.

Torebkę wykonano z naturalnej skóry, dzięki czemu prezentuje się zgrabnie i ponadczasowo. Właśnie takie modele najbardziej lubię, ponieważ nie muszę zastanawiać się, czy pasują do konkretnego stroju. Do tego dochodzą piękne, złote elementy metalowe oraz złoty nadruk z logo Tuscany Leather. Te drobne detale subtelnie podkreślają charakter torebki, ale nie sprawiają, że wygląda ona przesadnie ozdobnie. 


Dwie komory – bo lubię mieć porządek w swojej torebce




Przyznam, że właśnie takie praktyczne rozwiązania często decydują o tym, czy dana torebka zostaje ze mną na dłużej, czy po jednym użyciu na długo ląduje w szafie. W torebce Musa są dwie komory, a dodatkowo wewnątrz znajduje się kieszeń boczna na zamek oraz centralna komora, również zapinana na zamek. Mogę więc łatwiej oddzielić rzeczy, których potrzebuję na co dzień, od tych typu dokumenty i pieniądze, które chcę mieć bezpiecznie schowane. To niby drobnostki, ale właśnie takie szczegóły najbardziej doceniam podczas codziennego użytkowania.


Mogę nosić ją tak, jak lubię




Dużą zaletą powyższej torebki jest dla mnie odpinany i regulowany skórzany pasek na ramię. W zależności od stylizacji mogę nosić ją w dłoni albo przewiesić przez ramię.  Zapięcie na magnetyczny zatrzask również wpisuje się w mój styl – jest dyskretne i pozwala szybko sięgnąć do wnętrza.


Złote detale, które robią różnicę



Co tu dużo mówić - mam słabość do złotych dodatków, dlatego złote okucia w tym modelu szczególnie przypadły mi do gustu. Podoba mi się również detal, którego nie widać na pierwszy rzut oka – metalowe stopki ochronne na spodzie torebki. Dzięki nim mogę postawić ją na podłodze bez obaw, że spód szybko się zniszczy.

Takie praktyczne elementy sprawiają, że elegancka torebka może jednocześnie być naprawdę użytkowa.


Oryginalny Tuscany Leather – zwracam uwagę na szczegóły



W przypadku markowej galanterii skórzanej autentyczność ma dla mnie znaczenie. W zestawie znajduje się certyfikat autentyczności oraz hologram uwierzytelniający. To dla mnie dodatkowy argument, ponieważ kupując skórzaną torebkę za dość pokaźną kwotę, chcę mieć pewność, że otrzymuję oryginalny produkt. Co więcej, wyroby marki Tuscany Leather są produkowane we Włoszech i wykonywane z prawdziwej włoskiej skóry, a produkty objęte są 24-miesięczną gwarancją producenta. Brzmi kusząco, prawda? 🙂


Torebka, która pasuje do wielu stylizacji



Najbardziej podoba mi się w niej to, że nie wygląda jak dodatek na jedną okazję. Torebka idealnie sprawdzi się zarówno w codziennej stylizacji z prostym płaszczem i botkami, jak i w bardziej kobiecym zestawie z sukienką. Poza tym piękny wygląd idzie tutaj w parze z wygodą użytkowania, co dla mnie jest najważniejsze.


Moja opinia 


Lubię torebki, które nie potrzebują sezonowych trendów, żeby wyglądać dobrze. Ten model Tuscany Leather właśnie taki jest. Naturalna skóra, sztywna konstrukcja, złote detale, regulowany pasek i praktyczne kieszenie tworzą połączenie, które naprawdę mi odpowiada. Torebka tego typu nie wyjdzie z mody za miesiąc czy dwa. Tego jestem pewna. 


A jeśli, podobnie jak ja, szukacie eleganckiej skórzanej torebki damskiej na co dzień, która nie jest wyłącznie ozdobą, ale ma również dobrze przemyślane wnętrze i możliwość noszenia na ramieniu, ten model zdecydowanie warto mieć na swojej liście.


Pozdrawiam 😊 ♥️ 




(Współpraca reklamowa)
Copyright © 2014 BLOG TESTERSKI , Blogger